6 października 2011

"Wasz czas jest ograniczony, nie marnujcie więc go, żyjąc czyimś innym życiem."

To cytat ze Steva Jobsa, który wczoraj, podobnie jak mój tato parę miesięcy temu, nie dał rady zabójczej chorobie. Nawet on, z jego siłą charakteru, charyzmą pieniędzmi i kontaktami przeżył tylko 56 lat. Jednak miał moc, charakter i szczęście by zostawić po sobie nie tylko pamięć. 

Strasznie współczuje jego rodzinie, bo doskonale wiem co czują.

A Apple Steva Jobsa to dla mnie trochę symbol, trochę sentyment i dużo mojego życia, ze względu na czasy w jakich przyszło nam żyć.




Od zawsze byłem zakochany w komputerach. Pamiętam podstawówkę i pierwsze zetknięcie z nimi. Czasopisma komputerowe "Komputer" i "Bajtek", które kolekcjonowałem i dzięki, którym poznawałem ten daleki świat, gdzie wszystko to się rozwijało. Wtedy po raz pierwszy usłyszałem o Stevie Jobsie - facecie, który w garażu z Wozniakiem stworzyli pierwszy osobisty komputer, pierwowzór Spectrumów, Atari XL i Commodorów, które wtedy wlewały się szerokim strumieniem do Polski, między innymi dzięki Pewexom, Baltonom i podobnym. Obaj przy okazji będąc wzorami dla rodzinnych biznesmenów - komputerowców.

Moi rodzice - nauczyciele, nie byli w stanie zapewnić mi mikrokomputera ze względu na mizerne zarobki. Jednak mój tato próbował na różne sposoby ułatwić mi dostęp, poprzez organizowanie mi wizyt u różnych znajomych, czy w różnych miejscach gdzie mogłem nacieszyć się komputerami. Wtedy właśnie po raz pierwszy zobaczyłem Apple II i jego klony, odwiedzając dział informatyczny na Akademii Morskiej (wówczas WSM), w której mój tato pracował. Te komputery wówczas tam najbardziej hołubione i będące kluczowymi pozycjami w inwentarzu WSM-ki stały się również moim marzeniem, wówczas 11 latka i Apple od tego momentu było czymś ekstra, do czego cała reszta świata i technologii po prostu nie ma startu.

Macintosha, gdy już się pokazał znałem tylko ze zdjęć wówczas i wydawał się czymś nieosiągalnym aż do momentu gdy SAD otworzył sklepy między innymi w Trójmieście.
Odwiedzając szczęśliwych posiadaczy różnego rodzaju komputerów (wliczając w to wagary) czy korzystając z ich uprzejmości wobec wysiłków mojego taty, gdy pożyczali mi te cudeńka, doczekałem momentu, gdy siostra zasponsorowała mi w ogólniaku Atari ST. Namiastkę Maka, która wreszcie pozwoliła mi się poczuć członkiem braci komputerowej, jednak regularnie odwiedzałem SAD i wystawy przezeń organizowane, marząc o swoim kompie z jabłuszkiem, który był kompletnie poza moim zasięgiem finansowym. Częściowo udało się to marzenie spełnić, gdy namówiłem moją siostrzyczkę by sobie zakupiła Color Classica. Prześliczną skrzynkę wyglądającą jak orginalny Macintosh, tyle że z kolorowym ekranem. To cudeńko wciąż działa i wciąż wygląda urzekająco.

NeXTa widziałem na Politechnice Gdańskiej, gdzie miałem okazję (nie zawsze przyjemność) studiować elektronikę. Był to wręcz obiekt kultu katedry Inżynierii Dżwięku. Kolejne z tych urządzeń budzących pożądanie z możliwościami wykraczającymi poza wyobraźnię zwykłych ludzi, jednak nie Steva Jobsa.

Aż wreszcie przyszedł czas na własnego błękitnego iMaka, iMaka lampkę, pierwszego iPoda i wreszcie iPhona.
Niemal zawsze pracując w branży nowoczesnych technologii, miałem dostęp do świata konkurencyjnego widząc ogromną różnicę w satysfakcji z używania komputerów czy gadżetów ze znakiem jabłuszka. iMaki chyba już zawsze będą gościć na moim biurku.

Gdzieś tam w tle daleko był on - SJ, który wymyślał jak tu jeszcze zawrócić w głowie takim jak ja, którzy mają szczęscie żyć w epoce komputeryzacji, praktycznie od jej początku, którzy z komputerami i elektroniką połączyli swoje życie dzięki młodzieńczej fascynacji. Budził podziw, niedowierzanie i współczucie gdy rozpoczął walkę z chorobą, niestety nieobcą naszej rodzinie, przez to będąc jakby bliższy.
Równocześnie uwielbiałem każdy jeden produkt Pixara, ciesząc się każdą jego minutą. Dziś mam radośc cieszyć się nimi w towarzystwie mojej słodkiej córeczki. Pomyśleć, że gdyby nie SJ pewnie John Lasseter i jego cudowny świat fantazji nie zawitałby do naszych domów. Steve Jobs naprawdę zmieniał życie...

Pracuję dla firmy, która wiele z cudeniek Apple produkuje, bądź współprodukuje i niemal wszystkie naprawia. Miałem okazję być w biurach Apple (niedaleko siedziby mojej firmy), lecz niestety nie dane mi było spotkać bądź zobaczyć bohatera mojego dzieciństwa i legendy życia zawodowego. Już się to nie uda...

Mój tato na łożu śmierci powiedział coś co uderzyło mnie najbardziej: "czy Ty wiesz ile ja miałem jeszcze marzeń?"
Steve Jobs spełniał marzenia swoje i innych. Myślę jednak, że odszedł z tą samą myślą co mój tato...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz